Siemka.Nie dodawałam przez długi czas kolejnych rozdziałów,ale jakoś mało czasu.Dlatego postanowiłam zakończyć opowiadanie o dwóch przyjaciółkach i byłej miłości - Szymonie.
Mam nadzieję,że spodobała Wam się choć troszkę ta opowieść.
Tego już za wiele! - pomyślałam ze złością.
Jednego dnia wszystko się zmienia i traci sens,który wydawał się i tak jakimś naiwnym uczuciem w moim życiu.
Co mam robić?-płaczliwie próbowałam wymyśleć jakieś prawidłowe rozwiązanie w tej chorej sytuacji.
No tak! - podekscytowana głośno krzynęłam.Przecież siedzę w piwnicy Justyny,a to jest bardzo dobrze mi znane miejsce.Nie raz gdy byłam młodsza bawiłam się tam w chowanego z moją przyjaciółką,która chyba już powinna była być nazwana byłą przyjaciółką.
- Westchnęłam jeszcze by ukoić w sobie choć troszkę ten palący ból,który towarzyszył mi przy każdej myśli o Justynie.
Po ogarnięciu emocji podbiegłam szybko do rogu pomieszczenia,w którym było dość wąskie okienko przez,które w letnie dni wyglądały jasne promyki słońca,ale nie teraz.Pogoda jakby z moim humorem była w umowie i oba te przypadki grały teraz w jedną grę.
Powoli wsunęłam dłoń pod szybę w ramie okna by poszerzyć jeszcze bardziej wolne miejsce i sprytnym ruchem wydostałam się z mroku piwnicy,biegnąc do swojego domu.
Nie wiem dlaczego zmierzam daleko od tego miejsca,uciekam.Biegnę prędko z łzami w oczach,nie wiedząc nawet na czym stawiam stopy i nie wiedząc co dalej mam zrobić by było to odpowiednim wyborem.
Wbiegłam do domu zmierzając jak najszybciej do swojego pokoju.Całe szczęście,że nie było rodziców.Pomyśleć,że zaczęli by się wypytywać co się stało,dlaczego płaczę ... brr. Od samej myśli zrobiło mi się słabo,bo co niby miałam powiedzieć?!
Że byłam u przyjaciółki,która nagle przeszła na złą stronę mocy i mnie zostawiła na pastwę losu?.Taakkk,cudowne by to było.
Ale nieważne.Nie było rodziców więc nie było dodatkowych komplikacji.
Podeszłam do okna i spoglądałam na wysokie drzewa,na których przesiadywały różnokolorowe ptaki.Wzruszyłam ramionami,bo nie wiedziałam czy wrócić tam czy też nie.
Ale ... te słowa Szymona i Justyny.Kochają pozbawiać innych życia.Co to miało znaczyć?
Zamyślona postanowiłam uspokoić się piosenką,która zazwyczaj dawała mi ukojenie w takich chwilach.Do ręki wzięłam komórkę i w otwartym już menu odtwarzacza mp3 zapuściłam pierwsze dwadzieścia pięć sekund utworu ,,Hemp Gru feat Juras,Ras luta - 63 dni chwały''
lecz nic.Jeszcze bardziej się zdołowałam,bo wiem,że na świecie istnieją o wiele gorsze przypadki,ale jakoś strata przyjaciółki i groźne zamierzenia swojego byłego chłopaka i tak wpłynęły na moje życie.
No nic! - rzuciłam telefon na łóżko,które nie zostało jeszcze pościelone.
Trzeba działać,bo mam pozwolić na to by niewinni ludzie umierali?Nie ze mną takie intrygi - pomyślałam.
Postanowiłam działać rozsądnie i szybko.Nie było czasu na powolne rozważanie plusów a minusów w tejże sprawie.
Zastanawiałam się tylko czy powinnam skierować zaistniałą sytuację na komisariat policji.
Niby powinnam,ale co jeśli to jakaś kolejna głupia gra Szymona? - obmyślałam.
Dobra.Idę - postanowiłam i wyszłam z domu do miejsca skąd wracałam z płaczem.
Biegłam by nie tracić czasu,ale to było bardzo męczace.Czułam,że serce zaraz mi wyskoczy,a ramię się oderwie.
Dobiegłam.Podeszłam do drzwi i głośno zapukałam dłonią,która nadal drżała.
Bez skutku.Zaczęłam się zastanawiać czy koszmarna wizja nie zaczęła już się dziać,ale zanim obawa narosła do maksimum,ktoś otworzył drzwi.Spojrzałam i zamarłam.
Drzwi otworzył Szymon.Odniosłam wrażenie,że to jakiś chory na umyśle człowiek.Jak mogłam z nim byc?! - zadałam sobie w myślach pytanie.
Nie wiem dlaczego nie uciekałam,dlaczego nie rozpłakałam się,gdy zobaczyłam martwe ciało mojej przyjaciółki,które wisiało na haku w ganku i zakrwawione ręce chłopaka.
Byłam w szoku.Wreszcie organizm zaczął działać jak działać powinnien.Strumieniem zaczęły lać się łzy,a całe ciało drżało jakby było poddane amputacji.
To koniec - usłyszałam w omoku dość cichy głos bruneta.
Późnej już nic nie słyszałam.Nie czułam,że oddycham i nie czułam już przestraszonego bicia serca.
To był faktycznie koniec.
fajnie piszesz :) Pozdrawiam. :)
OdpowiedzUsuń+ zapraszam do siebie
Pisz dalej.
OdpowiedzUsuńKurde. Jakie zakończenie. Straszne. To znaczy... podoba mi się, ale trochę okrutnie zachowałaś się wobec głównej bohaterki ;)
OdpowiedzUsuńNie no, szkoda, że już się skończyło. Żałuję, że nie mogę czytać dalej, ale wszystko kiedyś ma swój koniec, nie? ;D
Buźka. ;*