Ohayo - wiersze - blog
niedziela, 13 stycznia 2013
piątek, 31 sierpnia 2012
Wiersz ,,Jak żyć?''
,,Jak żyć''
Nie podnoś ciśnienia
bo nie jesteś taki silny
miej zawsze marzenia
bo jesteś wrażliwy
Ucz się na błędach
a nie na opiniach innych
dobrze to zapamiętaj
bądź zawsze uczynny.
Uśmiechaj się do świata
nie grzesz smutkiem
a zacznie się układać
z pozytywnym skutkiem.
A gdy będą gorsze dni
załóż słuchawki na uszy
niech rozpacz śpi
pozwól ją zagłuszyć.
,,Koniec''
Siemka.Nie dodawałam przez długi czas kolejnych rozdziałów,ale jakoś mało czasu.Dlatego postanowiłam zakończyć opowiadanie o dwóch przyjaciółkach i byłej miłości - Szymonie.
Mam nadzieję,że spodobała Wam się choć troszkę ta opowieść.
Tego już za wiele! - pomyślałam ze złością.
Jednego dnia wszystko się zmienia i traci sens,który wydawał się i tak jakimś naiwnym uczuciem w moim życiu.
Co mam robić?-płaczliwie próbowałam wymyśleć jakieś prawidłowe rozwiązanie w tej chorej sytuacji.
No tak! - podekscytowana głośno krzynęłam.Przecież siedzę w piwnicy Justyny,a to jest bardzo dobrze mi znane miejsce.Nie raz gdy byłam młodsza bawiłam się tam w chowanego z moją przyjaciółką,która chyba już powinna była być nazwana byłą przyjaciółką.
- Westchnęłam jeszcze by ukoić w sobie choć troszkę ten palący ból,który towarzyszył mi przy każdej myśli o Justynie.
Po ogarnięciu emocji podbiegłam szybko do rogu pomieszczenia,w którym było dość wąskie okienko przez,które w letnie dni wyglądały jasne promyki słońca,ale nie teraz.Pogoda jakby z moim humorem była w umowie i oba te przypadki grały teraz w jedną grę.
Powoli wsunęłam dłoń pod szybę w ramie okna by poszerzyć jeszcze bardziej wolne miejsce i sprytnym ruchem wydostałam się z mroku piwnicy,biegnąc do swojego domu.
Nie wiem dlaczego zmierzam daleko od tego miejsca,uciekam.Biegnę prędko z łzami w oczach,nie wiedząc nawet na czym stawiam stopy i nie wiedząc co dalej mam zrobić by było to odpowiednim wyborem.
Wbiegłam do domu zmierzając jak najszybciej do swojego pokoju.Całe szczęście,że nie było rodziców.Pomyśleć,że zaczęli by się wypytywać co się stało,dlaczego płaczę ... brr. Od samej myśli zrobiło mi się słabo,bo co niby miałam powiedzieć?!
Że byłam u przyjaciółki,która nagle przeszła na złą stronę mocy i mnie zostawiła na pastwę losu?.Taakkk,cudowne by to było.
Ale nieważne.Nie było rodziców więc nie było dodatkowych komplikacji.
Podeszłam do okna i spoglądałam na wysokie drzewa,na których przesiadywały różnokolorowe ptaki.Wzruszyłam ramionami,bo nie wiedziałam czy wrócić tam czy też nie.
Ale ... te słowa Szymona i Justyny.Kochają pozbawiać innych życia.Co to miało znaczyć?
Zamyślona postanowiłam uspokoić się piosenką,która zazwyczaj dawała mi ukojenie w takich chwilach.Do ręki wzięłam komórkę i w otwartym już menu odtwarzacza mp3 zapuściłam pierwsze dwadzieścia pięć sekund utworu ,,Hemp Gru feat Juras,Ras luta - 63 dni chwały''
lecz nic.Jeszcze bardziej się zdołowałam,bo wiem,że na świecie istnieją o wiele gorsze przypadki,ale jakoś strata przyjaciółki i groźne zamierzenia swojego byłego chłopaka i tak wpłynęły na moje życie.
No nic! - rzuciłam telefon na łóżko,które nie zostało jeszcze pościelone.
Trzeba działać,bo mam pozwolić na to by niewinni ludzie umierali?Nie ze mną takie intrygi - pomyślałam.
Postanowiłam działać rozsądnie i szybko.Nie było czasu na powolne rozważanie plusów a minusów w tejże sprawie.
Zastanawiałam się tylko czy powinnam skierować zaistniałą sytuację na komisariat policji.
Niby powinnam,ale co jeśli to jakaś kolejna głupia gra Szymona? - obmyślałam.
Dobra.Idę - postanowiłam i wyszłam z domu do miejsca skąd wracałam z płaczem.
Biegłam by nie tracić czasu,ale to było bardzo męczace.Czułam,że serce zaraz mi wyskoczy,a ramię się oderwie.
Dobiegłam.Podeszłam do drzwi i głośno zapukałam dłonią,która nadal drżała.
Bez skutku.Zaczęłam się zastanawiać czy koszmarna wizja nie zaczęła już się dziać,ale zanim obawa narosła do maksimum,ktoś otworzył drzwi.Spojrzałam i zamarłam.
Drzwi otworzył Szymon.Odniosłam wrażenie,że to jakiś chory na umyśle człowiek.Jak mogłam z nim byc?! - zadałam sobie w myślach pytanie.
Nie wiem dlaczego nie uciekałam,dlaczego nie rozpłakałam się,gdy zobaczyłam martwe ciało mojej przyjaciółki,które wisiało na haku w ganku i zakrwawione ręce chłopaka.
Byłam w szoku.Wreszcie organizm zaczął działać jak działać powinnien.Strumieniem zaczęły lać się łzy,a całe ciało drżało jakby było poddane amputacji.
To koniec - usłyszałam w omoku dość cichy głos bruneta.
Późnej już nic nie słyszałam.Nie czułam,że oddycham i nie czułam już przestraszonego bicia serca.
To był faktycznie koniec.
sobota, 18 sierpnia 2012
Rozdział 3 - ,,Zakazany owoc''
Tak do końca nóż nie był potrzebny.Potrzebowałam skuteczniejszej broni.Wpatrywałam się z nienawiścią w tą samą osobę,która zraniła mnie i na dodatek moją przyjaciółkę,Justynę.
- Szymon! - zaczęłam.Dlaczego chciałeś zabić Justynę?!no dlaczego?!
- Nie Twoja sprawa. - odrzekł z oburzeniem chłopak o błękitnych oczach
- Owszem,że moja!.A tymbardziej sprawa policji!.Nawet sobie nie myśl,że ujdzie Ci to na sucho,wezwę odpowiednie służby żeby wyznaczyli Tobie wreszcie karę!I po co do cho*ery jeszcze tutaj jesteś?!.Czego chcesz od justyny?!
- Ha.Czego chcę od Justyny tak?Hm,pomyślmy ... może współpracy? - irytyjąco odpowiedział
- Co?.Jakiej współpracy?!.O czym Ty w ogóle mówisz Szymon?. - pytałam zdziwiona i już lekko zdezorientowana zachowaniem chłopaka
Szymon nic nie odpowiedział.Podszedł do stojącej obok czarnowłosej dziewczyny,która wydawała się dość spokojna mimo tego,że stała obok osoby,która chciała ją zabić.
- Nic nie rozumiem. - odrzekłam,patrząc się na stojące przede mną osoby.
- Czy to jakaś kolejna Twoja intryga,Szymonie?. - spytałam uważnie
- Może - odrzekł chłopak
- Mam już tego dość!.Wiesz?.Dość!!!Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego!,odejdź!- rozkazałam z wyraźnym zdenerwowaniem
- Niebywałe ... każesz mi odejść?.Wydaje mi się,że Justyna by tego nie chciała,ona nie chce żebym odchodził,prawda Justyno? - mówiąc,przyglądał się uważnie sympatycznej buźce dziewczyny
Justyna nic nie odrzekła.Patrzyła prosto w oczy Szymona i jej kąciki ust lekko uniosły się ku górze.
- Justyna! - powiedziałam głośno.Co z Tobą?!.Przecież ten człowiek chciał Cię zabić!.Sama mi o tym powiedziałaś,płakałaś przez Niego! - mówiłam do mojej przyjaciółki
- Daj jej spokój - napierał Szymon
- Że co? Ja?.Może Ty jej daj spokój,morderco! - mówiłam z narastającą złością
- Nie.Ja nie muszę i póki co jeszcze nikogo nie zabiłem,jeszcze - odrzekł brunet
- Phi,ci*ta! - odpowiedziałam.
- W to wątpię.Przynajmniej ode mnie nie odwracają się przyjaciele,a słyszałem,że od Ciebie owszem zdarza się,że ktoś się odłączy.Może taka Justyna? - mówił
- Mhm.- odrzekłam tylko tyle,zastanawiając się w międzyczasie co jest grane. Przecież Justyna była od tylu lat moją przyjaciółką,wspierałyśmy się nawzajem.Była dla mnie najważniejszą osobą,ona nigdy nie mogłaby mnie zranić,ani ja jej.
- Justyna to taka cicha woda,wiesz? - Szymon najwyraźniej bawił się tą rozmową.
- Nie,nie wiem.Znam ją.To moja przyjaciółka i wiem,że ona nie jest żadną cichą wodą.Ona jest moją przyjaciółką - mówiłam to,patrząc na Justynę.
- To się zdziwisz.Nie wiesz o niej jeszcze wielu rzeczy.Oj bardzo wielu. - powiedział brunet o nieprzyjemnym wyrazie twarzy w tym momencie.
- Justyna,powiedz,że to wszystko jakiś żart.Jesteś moją przyjaciółką i powiedziałabyś mi jakby coś się stało,prawda? - pytałam zaniepokojona,zmierzając wzrokiem przyjaciółkę.
- Przykro mi,Laura. - powiedziała cicho Justyna
- Ale,że co?.To co znaczy?. - czułam,że tracę cały sens w moim życiu.
- Ona jest ze mną,postanowiła,że będzie ze mną i odwróci się od Ciebie,zostawi Cię.Jednym słowem nara!. - ciągnął Szymon
- Ale,dlaczego?!Tak nagle??!.- pytałam coraz to bardziej drżącym głosem.
- Eh.Jakby to powiedzieć ... - zastanawiał się Szymon,dotykając twarzy mojej przyjaciółki.Kocham Justynę.Ona kocha mnie i oboje kochamy pozbawiać innych życia. - powiedział
- Pozbawiać życia?.Kochacie?.Co to ku*wa ma znaczyć?! - zburzona próbowałam się czegoś więcej dowiedzieć.
- Nie chcemy z Tobą już rozmawiać,idź sobie!. - mówił Szymon.Zanim możesz wyjść z tego żywa. - dodał
- Justyna! - krzyknęłam. Nic nie zrobisz? - patrzyłam z nadzieją na nią.
Ona tylko kiwnęła przecząco głową i pocałowała usta Szymona,na moich oczach.Chciałam się na nich zemścić,chciałam im dokopać,ale coś mnie blokowało.Nagle podszedł do mnie wysoki brunet schwycił mnie mocno za rękę i z siłą popchnął do jakiegoś ciemnego pomieszczenia skąd nie mogłam wyjść.Skąd nie odnajdywałam nadziei,że coś się zmieni na lepsze,na coś co pozwoliłoby mi znowu uwierzyć w siebie.
- Szymon! - zaczęłam.Dlaczego chciałeś zabić Justynę?!no dlaczego?!
- Nie Twoja sprawa. - odrzekł z oburzeniem chłopak o błękitnych oczach
- Owszem,że moja!.A tymbardziej sprawa policji!.Nawet sobie nie myśl,że ujdzie Ci to na sucho,wezwę odpowiednie służby żeby wyznaczyli Tobie wreszcie karę!I po co do cho*ery jeszcze tutaj jesteś?!.Czego chcesz od justyny?!
- Ha.Czego chcę od Justyny tak?Hm,pomyślmy ... może współpracy? - irytyjąco odpowiedział
- Co?.Jakiej współpracy?!.O czym Ty w ogóle mówisz Szymon?. - pytałam zdziwiona i już lekko zdezorientowana zachowaniem chłopaka
Szymon nic nie odpowiedział.Podszedł do stojącej obok czarnowłosej dziewczyny,która wydawała się dość spokojna mimo tego,że stała obok osoby,która chciała ją zabić.
- Nic nie rozumiem. - odrzekłam,patrząc się na stojące przede mną osoby.
- Czy to jakaś kolejna Twoja intryga,Szymonie?. - spytałam uważnie
- Może - odrzekł chłopak
- Mam już tego dość!.Wiesz?.Dość!!!Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego!,odejdź!- rozkazałam z wyraźnym zdenerwowaniem
- Niebywałe ... każesz mi odejść?.Wydaje mi się,że Justyna by tego nie chciała,ona nie chce żebym odchodził,prawda Justyno? - mówiąc,przyglądał się uważnie sympatycznej buźce dziewczyny
Justyna nic nie odrzekła.Patrzyła prosto w oczy Szymona i jej kąciki ust lekko uniosły się ku górze.
- Justyna! - powiedziałam głośno.Co z Tobą?!.Przecież ten człowiek chciał Cię zabić!.Sama mi o tym powiedziałaś,płakałaś przez Niego! - mówiłam do mojej przyjaciółki
- Daj jej spokój - napierał Szymon
- Że co? Ja?.Może Ty jej daj spokój,morderco! - mówiłam z narastającą złością
- Nie.Ja nie muszę i póki co jeszcze nikogo nie zabiłem,jeszcze - odrzekł brunet
- Phi,ci*ta! - odpowiedziałam.
- W to wątpię.Przynajmniej ode mnie nie odwracają się przyjaciele,a słyszałem,że od Ciebie owszem zdarza się,że ktoś się odłączy.Może taka Justyna? - mówił
- Mhm.- odrzekłam tylko tyle,zastanawiając się w międzyczasie co jest grane. Przecież Justyna była od tylu lat moją przyjaciółką,wspierałyśmy się nawzajem.Była dla mnie najważniejszą osobą,ona nigdy nie mogłaby mnie zranić,ani ja jej.
- Justyna to taka cicha woda,wiesz? - Szymon najwyraźniej bawił się tą rozmową.
- Nie,nie wiem.Znam ją.To moja przyjaciółka i wiem,że ona nie jest żadną cichą wodą.Ona jest moją przyjaciółką - mówiłam to,patrząc na Justynę.
- To się zdziwisz.Nie wiesz o niej jeszcze wielu rzeczy.Oj bardzo wielu. - powiedział brunet o nieprzyjemnym wyrazie twarzy w tym momencie.
- Justyna,powiedz,że to wszystko jakiś żart.Jesteś moją przyjaciółką i powiedziałabyś mi jakby coś się stało,prawda? - pytałam zaniepokojona,zmierzając wzrokiem przyjaciółkę.
- Przykro mi,Laura. - powiedziała cicho Justyna
- Ale,że co?.To co znaczy?. - czułam,że tracę cały sens w moim życiu.
- Ona jest ze mną,postanowiła,że będzie ze mną i odwróci się od Ciebie,zostawi Cię.Jednym słowem nara!. - ciągnął Szymon
- Ale,dlaczego?!Tak nagle??!.- pytałam coraz to bardziej drżącym głosem.
- Eh.Jakby to powiedzieć ... - zastanawiał się Szymon,dotykając twarzy mojej przyjaciółki.Kocham Justynę.Ona kocha mnie i oboje kochamy pozbawiać innych życia. - powiedział
- Pozbawiać życia?.Kochacie?.Co to ku*wa ma znaczyć?! - zburzona próbowałam się czegoś więcej dowiedzieć.
- Nie chcemy z Tobą już rozmawiać,idź sobie!. - mówił Szymon.Zanim możesz wyjść z tego żywa. - dodał
- Justyna! - krzyknęłam. Nic nie zrobisz? - patrzyłam z nadzieją na nią.
Ona tylko kiwnęła przecząco głową i pocałowała usta Szymona,na moich oczach.Chciałam się na nich zemścić,chciałam im dokopać,ale coś mnie blokowało.Nagle podszedł do mnie wysoki brunet schwycił mnie mocno za rękę i z siłą popchnął do jakiegoś ciemnego pomieszczenia skąd nie mogłam wyjść.Skąd nie odnajdywałam nadziei,że coś się zmieni na lepsze,na coś co pozwoliłoby mi znowu uwierzyć w siebie.
czwartek, 16 sierpnia 2012
Rozdział 2 - ,,Zakazany owoc ''
Laura ... ogargnij się.Nie myśl już o tym chłopaku!.Próbowałam zaprzestać o nim rozmyślać,ale coś mi nie pozwalało.
Westchnęłam i w pośpiechu udałam się do mojego domu,gdzie czekały na mnie obowiązki zadane przez moją mamę . Może i lepiej,że mogłam się wtedy czymś zająć,bo chodziaż nie odczuwałam tak bardzo ostatnich zdarzeń.
Posprzątałam wszystkie pomieszczenia w domu,zaopiekowałam się zwierzakami i udałam się do mojego pokoju.Nie wiedziałam co mam robić. Szymon mnie zdradzał,ale to nie wszystko.Dowiedziałam się z prasy,że niejaki Szymon F. uprowadził nastoletnią dziewczynę i próbował ją zabić lecz w ostatniej chwilii mu uciekła.To był ten Szymon!.Zastanawiałam się jak to możliwe.Spodziewałam się zdrady,ale próby zabójstwa?!.Niee ... to już było przesadą. Dziwne,bo niewiedzą kim była ta dziewczyna. To skąd w ogóle się dowiedzieli o tym zdarzeniu?.Westchnęłam głośno i spojrzałam na okno.Padało.Sięgnęłam po kartkę by napisać jakiś wiersz lecz nagle rozległ się dzwonek mojej komórki.
Uważnie spojrzałam na wyświetlacz ,,Justyna''hm,ciekawe co się stało,że dzwoni o tej porze .Przecież ona w tym czasie zawsze jest na warsztatach tańca.Odebrałam .
- Justyna?. - spytałam z zaniepokojeniem,sądząc że to mogła być zwykła pomyłka
- Laura,musisz o czymś wiedzieć ! - odparła przyjaciółka
- O czym? Co się stało? Płaczesz? - pytałam z coraz to większym zdenerwowaniem
Próbowałam się uspokoić lecz głos Justyny nie za bardzo mi w tym pomagał .
- Halo ?! Justyna,jesteś tam ? - traciłam nadzieję,że przyjaciółka się odezwie
A niech to!. Rozłączyła się. Próbowałam się do Niej dodzwonić jeszcze kilka razy,ale bez skutku.
Co się mogło stać? - zadawałam sobie ciągłe pytania lecz odpowiedzi na nie nie uzyskałam .
Otoworzyłam szafę z ubraniami,wzięłam do dłoni wielką,szarą bluzę i szybko wybiegłam z domu do domu mojej przyjaciółki.
Po dotarciu na miejsce żałowałam,że nie zabrałam ze sobą także noża.
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
,,Zakazany owoc '' - Rozdział 1
Często szukamy czegoś co by ukoiło nasz ból,nasze smutki.Wędrujemy po świecie w poszukiwaniu tej lepszej wizji,która pomogłaby nam przetrwać .Przetrwać w świecie,gdzie wartości materialne przewyższyły wartości przyjaźni,miłości.One są teraz postaciami drugorzędnymi,ale jak żyć mają na tym świecie takie osoby,które cenią jednak bardziej tą miłość,która zbyt często teraz rani,tą przyjaźń,która nie już taka trwała.Co ma zrobić taka osoba,która nie umie sobie poradzić w tych nowych,gorszych okolicznościach?.
Nie wiem ...
Przechodzę przez las,który wydaje się taki tajemniczy,inny.On posiada w sobie jeszcze cząstkę dawnego życia,mojego dzieciństwa.Kocham go. Kocham te drzewa przez które przecierają się jasne promyki słońca, kocham ten śpiew ptaków tak radosny i piękny.Kocham i przestać kochać nie zamierzam.
Moment kiedy w spokoju mogłam przemyśleć wiele spraw długo nie trwał.
Wszelkie myśli zakłóciła osoba,która stała się dla mnie nieważna,stała się jakby wrogiem.
- Czego chcesz? - spytałam z niezadowoleniem bruneta,który przyglądał mi się
- Chcę pogadać,chcę wszystko naprawić ... jeśli to możliwe - odrzekł cicho chłopiec
- Naprawić?!. Nie,niemożliwe !. Dałam już Ci zbyt wiele szans.I wiesz co? - spojrzałam w ciemne oczy Szymona - to był mój największy błąd.
- Ale ... ale myślałem,że mnie kochasz - mówił ze spuszczoną głową
- Kochałam ... czas przeszły - mówiąc to,odwróciłam się na pięcie i szybko zwróciłam się w stronę alejki
Nie oglądałam się w tył,bo niby po co?.Szymon nie był wart nawet tego zapłakanego spojrzenia.Nie ... nie był niczego wart.To chłopak,którego kochałam,ale jak można kochać osobę,która Cię oszukuje i potajemnie spotyka się z dwiema innymi dziewczynami?.No jak?.Ja nie umiem.Nie nauczyło mnie tego życie.
Zmierzałam szybkim tęmpem do miejsca gdzie mogłam się wypłakać,dać swobodnie łzom z moich piwnych ocząt ulecieć.Wiedziałam,że nawet łez nie jest on wart,ale przecież to siedziało we mnie,to musiało się stać. Szłam coraz to dalej. Nie rozpoznawałam już drogi,straciłam jakiekolwiek skupienie,tak jak straciłam Szymona.Szybko.
Ale przecież to nie w moim stylu. Ja szybko się nie poddawałam. Musiałam się zemścić.Szłam coraz to głębiej.Miałam świadomość,że sięgam po zakazany owoc.Tak ... zakazane owoce są kuszące.To pokusa za którą można wiele przepłacić. Ale właśnie ta pokusa szepcze nam słodko do ucha by skosztować choć kawałek takiego owoca.Owoca,który często sprowadza nas na niebezpieczeństwa i drogi pełne złych emocji.
I sięgnęłam po taki owoc.Skosztowałam go.
,,Zakazany owoc '' - prolog
Zagubiłam się. Ponownie poniosłam klęskę
Siedzę teraz w swoim pokoju,gdzie mogę swobodnie płakać,gdzie mogę wylać swoje smutki,cierpienia.
Zaciskam pięści. Błagam o lepsze jutro.
Błagam o to by ludzie wreszcie poznali,że jestem czegoś warta,nie jestem nastolatką,która leci na lśniący portfel czy też na imprezowanie z chłopakami,którzy po pijaku prawią komplementy by zaciągnąć do łóżka.
Jestem raczej samotniczką. Liczę się z innymi.
Nadal siedzę zapłakana i czekam na poprawę
czekam
czekam
i czekam
czekałabym tak dłużej gdyby nie łomot w moim pokoju . tak w tym pokoju gdzie spokojnie mogłam się wyżalać samej sobie...aż do czasu.
uniosłam zmęczone powieki i ujrzałam swoją obawę,coś czego ujrzeć nie chciałam
gorąco rozsadzało moją głowę,a krwiste oczy sprawiały,że mdlałam
zobaczyłam demona ... nie takiego zwykłego demona. To był demon w ciele Szymona
Tego Szymona,którego zeszłego roku skazałam na męki,na śmierć.
I uwierzyłam wtedy w siłę zemsty ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
